2 REVOLUTIONARY ROAD droga do szczęścia? - lentilky lentilky

REVOLUTIONARY ROAD droga do szczęścia?

Niejeden wie, bo przekonał się na własnej skórze, jak zawrotne potrafi być życie.

Po wielu miesiącach, nie chcę pisać, że straconych choć tak było…i nie chcę już do tego wracać – chciałam odzyskać swoją niezależność i znaleźć swoją wartość, którą w swoim poczuciu utraciłam podczas pierwszych miesięcy macierzyństwa. Moje ciało, zmiana otoczenia i obowiązków, poczucie wyalienowania i obserwacje poczynań innych sprawiły, że popadłam początkowo we frustrację a potem w depresję.

Zmiany w ciele, narastające kompleksy, zmęczenie, komentarze otoczenia, zachowanie męża i szereg pojawiających się informacji sprawiło, że straciłam grunt pod nogami na tyle, że bez fachowej pomocy nie mogłam już sobie poradzić. I nie będę teraz sypała dobrymi radami bo ich nie mam ale pokażę Wam w kilku migawkach co mnie podbudowało i dawało przynajmniej chwilowe uskrzydlenie. Poniższe zdarzenia nie są przedstawione chronologicznie a wręcz przeciwnie:

NR 1

Tygodniowy pobyt w Egerze.

Skorzystałam z propozycji brata. Spakowałam rzeczy do samochodu, dziecko i w pierwszym tygodniu sierpnia 2015 udałam się w tygodniową podróż do Egeru. Bałam się podróży z przyczyn technicznych ponieważ tydzień wcześniej padł mi alternator w samochodzie i wóz był dopiero co po serwisowaniu. Jednak upał, korki i wielogodzinna jazda w szczycie wakacyjnych wojaży nie stanęły na przeszkodzie w dotarciu do celu. 

Po kilkunastu godzinach…dołączyliśmy do pozostałych dwóch bieszczadzko-rzeszowskich rodzin, które wraz ze swoimi pociechami zdecydowały się na taka formę rodzinnego wyjazdu czyli wynajęciu wraz ze znajomymi domu z ogrodem w spokojnej okolicy blisko centrum i w rozsądnej odległości od kompleksu basenowego.

Tydzień nie należał do najlżejszych. Junior jest „żywym srebrem” a ja musiałam radzić sobie sama. Już po pierwszym dniu kiedy po całodziennych harcach wracałam z Misiem na rękach zrezygnowałam z zabierania ze sobą połowy ekwipunku.

Dwulatek w Egerze 2015 na wakacjach z mamą

Misiu w Egerze

Pokazało mi to jak niewiele nam potrzeba, kiedy trzeba się ograniczać oraz jaką radość ma dziecko z najmniejszych zdarzeń…nawet deszczowego popołudnia.

London-revolutionary road

Londyńscy rikszarze

NR 2

W kwietniu otrzymałam przelew za uzyskiwaną przez wiele miesięcy przebudowę poddasza – po długim czasie była to pierwsza większa kwota, która spłynęła na moje konto. W maju kupiłam dwa bilety na czerwcową podróż do Londynu. Miał to być ostatni dzwonek na bezpłatny lot dla kończącego dwa lata Juniora. Ostatecznie polecieliśmy sami. Po dwutygodniowej podróży poślubnej w 2011, rok później byliśmy jedynie na czterodniowych wakacjach w południowych Morawach, po których na świecie zawitał Michał. Nigdy potem już nie było okazji na wspólny a co dopiero samotny dłuższy wyjazd.

Pobyt był bardzo intensywny. Dla mnie była to trzecia wizyta w tym mieście dla partnera pierwsza. Pięć dni nawet na podstawowe atrakcje tego miasta to zdecydowanie za mało…

Swój czas poświęcili nam również znajomi:Marek, który po wielu latach opuścił Londyn jednak co roku wraca na kilka miesięcy aby odreagować „polską szarość oraz zrzucić po zimie nieco sadła”. Zainwestował w nieruchomości zarobione pieniądze, dziś bawi się w rikszarza. Pokazał nam swój „underground” a potem zawiózł do SOHO na spotkanie z Marco, który gościł nas u siebie przez cały pobyt. Nasz host, mieszkający na stałe w Londynie również pokazał nam część swojego świata, momentami dość odmienny od naszego.

NR 3

Najodleglejszym czasowo zdarzeniem jest zakup mieszkania w Ostravě i ostateczne pożegnanie się z małym miasteczkiem ale o tym innym razem…

Moja Ostrava

Plac przed O.C. Nova Karolina

Od niedawna małymi krokami staram się odzyskać równowagę. Pozytywnymi bodźcami są rzeczy, które robię sama i dla siebie. Coś co kiedyś było oczywiste po przyjęciu roli matki zanika. Nie rozumiem zmian, które zachodzą u części kobiet w tym również u mnie.

Wydawało mi się, że najbardziej będzie brakować mi pracy, do której przecież kiedyś wrócę – bo wierzyłam, że osiągnęłam sukces. Nie spodziewałam się jednak, że nowa rola wymaga o wiele więcej zaangażowania a mi z czasem zacznie brakować mnie samej i czasu poświęcanego mi.

Revolutionary road – mówi Wam to coś? Mam nadzieję, że tym razem jestem bogatsza w doświadczenie, którego nie miałam wcześniej i to co zaplanowałam okaże się się moją drogą do szczęścia.



Dodaj komentarz